sobota, 28 lutego 2015

***

Z pamięci twojej tamten dzień wykreślę, 
By wzrok twój pytał bezradnie zdumiony:
Gdzież ja widziałem takie bzy przy ścieżce
I te jaskółki, i drewniany domek?
O, jakże często wspomnienia twe zmąci
Gwałtowny smutek nienazwanych pragnień
I będziesz szukał po miastach drzemiących
Tamtej ulicy, której nie ma w planie!
Jeśli za drzwiami czyjś głos zaszeleści
Albo list jakiś przypadkiem dostrzeżesz,
Z drżeniem pomyślisz: “To ona nareszcie
Przyszła na pomoc mojej niewierze.”
Anna Achmatowa
przełożyła Irena Piotrowska

Daleko został...

Daleko został cały świat, 
wiatr tylko po uboczy
nagiej, pożółkłej, o szarych mchach, 
jęczące skrzydła włóczy
Nie przyszła tutaj ze mną wraz
pamięć ni myśl niczyja,
tylko tęsknota, co dusze rwie,
tęsknota, co zabija.
Kazimierz Przerwa-Tetmaje

piątek, 27 lutego 2015

Przez turnie, pustki...

Przez turnie, pustki wiatr ściga mgły,
Ściga niechwytne nad wodną toń — —
O serce ludzkie, ścigaj swe sny,
Przez turnie, pustki je goń.
Ścigaj niechwytne twoje sny-mgły,
Aż cię ból zdejmie i żal i gniew,
Goń je, aż z ciebie wytrysną łzy,
Wytrysną łzy, wytryśnie krew...

Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Do nadziei

Wyciągnij twe urękawicznione łapki, nadziejo gorzka.
Zapalasz zapałkę: ogrzej się. Wystarczy.
Potem popatrzymy na nasze twarze
i pomyślimy: jak też
się zmieniły.
Wierzyliśmy
w siebie wzajemnie. Widzisz, nie należy.
Wyciągnij twe zmarznięte rączki,
nadziejo.
Na nic. Zapałka gaśnie.
Julio Cortázar
tłum. Zofia Chądzyńska

wtorek, 24 lutego 2015

Nie wiem

Nie zrozumiem nigdy, nie nazwę
żadnej rzeczy z daleka ni z bliska.
Rozdeptałem słowa na miazgę,
okrwawiłem sercem i ciskam.

Nie wypowiem nic, nie wyśpiewam,
ani nocy, ni gwiazd nie zliczę.
Opętany bólem i gniewem,
gniewem płonę i bólem krzyczę.

Wiem, że nigdy poznać nie zdołam,
jaka moc mnie usidla i dręczy,
torturuje słonecznym kołem
i zakuwa obręczą tęczy.

Trzeba wyrwać się, trzeba odejść,
trzeba biec, uchodzić przed klęską!
Jak odnaleźć radość i młodość,
gdzież jest miłość, miłość zwycięska?

Władysław Broniewski

Wypełnić czytelnym pismem

Urodzony? (tak, nie; niepotrzebne 
skreślić); dlaczego "tak" ? (uzasadnić); gdzie 
kiedy, po co, dla kogo żyje? z kim się styka 
powierzchnią mózgu, z kim jest zbieżny 
częstotliwością pulsu? krewni za granicą 
skóry? (tak, nie); dlaczego 
"nie"? (uzasadnić); czy się kontaktuje 
z prądem krwi epoki? (tak, nie); czy pisuje listy do 
samego siebie? (tak, nie); czy korzysta
z telefonu zaufania (tak,
nie); czy żywi
i czym żywi nieufność? skąd czerpie
środki utrzymania w ryzach
nieposłuszeństwa? czy jest
posiadaczem majątku
trwałego lęku? znajomość obcych
ciał i języków? ordery, odznaczenia,
piętna? stan cywilnej odwagi? czy zamierza
mieć dzieci (tak, nie); dlaczego
"nie"?

Stanisław Barańczak

JA

Napiętych myśli złamany łuk
Marzenia, które ciało męczą.
Śpię w cembrowinie twoich nóg
Pod oczu twych zieloną rzęsą.

Nic się nie zmieni. Przejdą noce
Zatrzaśnie dzień, jak szczęka wilcza.
A potem tylko białe oczy
I jeszcze ciszej będę milczał.

Herbert Zbigniew

Tłum, który tłumi i tłumaczy

Tłum, który tłumi i tłumaczy; 
który tupotem i tępą głuchotą, 
stłoczony w autobusach i tunelach, tłumi 
słabiutkie tętno sensu, stukające w czaszce, 
ale który tłumaczy ten ulotny puls 
na nieodwołalną mowę 
swej tłumnej samotności; 
tłum, który, choć nie daje mi się wytłumaczyć 
i tłumi każde słowo, kładąc mi na ustach
dłoń wspólnego milczenia,
jednak w moje tętnice tłoczy wspólną krew,
czarną,
na oczyszczenie czekającą, wciąż
tłukącą głuchym mrokiem w mur komory serca;
ten tłum, który tratując i dusząc, zarazem
ogarnia swym uściskiem, tchem napełnia płuca
i, niewytłumaczalny, jest wytłumaczony

Stanisław Barańczak

sobota, 21 lutego 2015

Następny do raju

wszystko, co chcesz, alby tylko wyrwać się z tej pustki. tu za dużo czasu na myślenie, a to się dla człowieka zawsze źle kończy. 

Marek Hłasko, "Następny do raju"

Hiroshima, mon amour

Obejmie mnie. Pocałuje mnie. Pocałuje mnie i będę stracona. Spotykam cię. Pamiętam cię. To miasto zostało stworzone do miłości. Pasujesz do mojego ciała jak rękawiczka. Kim jesteś? Niszczysz mnie. Pragnęłam niewierności, cudzołóstwa, kłamstw i śmierci. Zawsze pragnęłam. Nie wątpiłam, że kiedyś się pojawisz. Czekałam na ciebie w spokoju, z bezgraniczną niecierpliwością. Pochłoń mnie. Zdeformuj mnie jak zechcesz, tak, by nikt po tobie nigdy już nie zrozumiał powodu takiego pragnienia. Będziemy sami, kochany. Noc się nigdy nie skończy. Dzień nigdy już nie wstanie dla nikogo. Nigdy więcej. Nareszcie. Wciąż mnie niszczysz. Jesteś dla mnie dobry. Będziemy żałować dnia, który minął z czystym sumieniem i dobrą wolą. Nic więcej nie będziemy mogli zrobić tylko żałować dnia, który minął. Czas będzie płynął. Jedynie czas. I przyjdzie taki czas kiedy nie będziemy w stanie nazwać tego, co nas łączy. To co nas łączyło stopniowo zniknie z naszej pamięci zupełnie.

Hiroshima, mon amour, reżyseria Alain Resnai
Nie, nie możesz teraz odejść 
Kiedy cała jestem głodem 
Twoich oczu, dłoni twych 
Mów, powiedz, że zostaniesz jeszcze 
Nim odbierzesz mi powietrze 
Zanim wejdę w wielkie nic
Nie, nie możesz teraz odejść 
Jestem rozpalonym lodem 
Zrobię wszystko, tylko bądź 
Bądź, zostań jeszcze chwilę, moment 
Płonę, płonę, płonę, płonę...
Zimnym ogniem czarnych słońc

Nie, nie możesz teraz odejść
Popatrz listki takie młode
Nim jesieni rdza i śmierć
Bądź - proszę cię na rozstań moście
Nie zabijaj tej miłości
Daj spokojnie umrzeć jej

Jonasz Kofta

Następny do raju

-Trzeba żyć, kochani - powiedział Dziewiątka - Trzeba żyć i cieszyć się, i płakać, i przeklinać, i diabli jeszcze wiedzą co robić, ale nie wolno wspominać. 

Marek Hłasko, Następny do raju

Ja, kiedy usta...

Ja, kiedy usta ku twym ustom chylę
Nie samych zmysłów szukam upojenia,
Ja chcę, by myśl ma omdlała na chwilę,
Chcę czuć najwyższą rozkosz — zapomnienia...

Namiętny uścisk zmysły moje strudził — —
Czemu ty patrzysz z twarzą tak wylękłą?
Mnie tylko żal jest, żem się już obudził,
I że mi serce przed chwilą nie pękło.

Błogosławiona śmierć, gdy się posiada
Czego się pragnie nad wszystko goręcej,
Nim twarz przesytu pojawi się blada,
Nim się zażąda i znowu i więcej...

Daremne żale

Daremne żale - próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.

Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Znikomych mar szeregu -
Nie zdoła ogień ani miecz
Powstrzymać myśli w biegu.

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe...
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą -
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.

Opowiadanie traumatyczne

ogryzając paznokcie
dotyka warg

uśmiech zaczęty nieśmiało
przed dziesięciu laty
rozjaśnił powoli
brudniejący
ciemny gród
podwawelski

błyskawica
uderzyła w niebo
oślepiła rzekę
obrysowała
szmaragdowe wieże
na kredowym wzgórzu

niepochwytny cień
między uśmiechem
i spojrzeniem
między ustami
i oczami
na mgnienie
przymknionymi

włosy zebrane
w chusteczkę
spłoszony uśmiech
przysiada na ścianach twarzach
oknie
siedzimy
jakby nagle zgasło światło

mówię po omacku
jestem podejrzliwy
w stosunku do jej słów

ona była po ciemnej stronie
którą ja nawiedzam we śnie
budzę się przestraszony

jej twarz kurczy się
marszczy wysycha
resztka czułości
zbiera się dookoła
muszli
małego bezbronnego ucha

wygryziona szpara
ust

jej twarz rozpada się
w moich dłoniach

Miłość od pierwszego wejrzenia

Oboje są przekonani,
że połączyło ich uczucie nagłe.
Piękna jest taka pewność,
ale niepewność piękniejsza.

Sądzą, że skoro nie znali się wcześniej,
nic między nimi nigdy się nie działo.
A co na to ulice, schody, korytarze,
na których mogli sie od dawna mijać?

Chciałabym ich zapytać,
czy nie pamiętają-
może w dzwiach obrotowych
kiedyś twarzą w twarz?
jakieś "przepraszam" w ścisku?
głos "pomyłka" w słuchawce?
- ale znam ich odpowiedź.
Nie, nie pamiętają.

Bardzo by ich zdziwiło,
że od dłuższego już czasu
bawił sie nimi przypadek.

Jeszcze nie całkiem gotów
zamienić się dla nich w los,
zbiżał ich i oddalał,
zabiegał im drogę
i tłumiąc chichot
odskakiwał w bok.

Były znaki, sygnały,
cóż z tego, że nieczytelne.
Może trzy lata temu
albo w zeszły wtorek
pewien listek przefrunął
z ramienia na ramię?
Było coś zgubionego i podniesionego.
Kto wie, czy już nie piłka
w zaroślach dzieciństwa?

Były klamki i dzwonki,
na których zawczasu
dotyk kładł się na dotyk.
Walizki obok siebie w przechowalni.
Był może pewnej nocy jednakowy sen,
natychmiast po zbudzeniu zamazany.

Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Widokówka z tego świata

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zamieszkałem w punkcie, 
z którego mam za darmo rozległe widoki: 
gdziekolwiek stanąć na wystygłym gruncie 
tej przypłaszczonej kropki, zawsze ponad głową 
ta sama mroźna próżnia 
milczy swą nałogową 
odpowiedź. Klimat znośny, chociaż bywa różnie. 
Powietrze lepsze pewnie niż gdzie indziej. 
Są urozmaicenia: klucz żurawi, cienie
palm i wieżowców, grzmot, bufiasty obłok.
Ale dosyć już o mnie. Powiedz, co u Ciebie
słychać, co można widzieć,
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zawarłem się w chwili
dumnej, że się rozrasta w nowotwór epoki;
choć jak ją nazwą, co będą mówili
o niej ci, co przewyższą nas o grubą warstwę
geologiczną, stojąc
na naszym próchnie, łgarstwie,
niezniszczalnym plastiku, doskonaląc swoją
własną mieszankę śmiecia i rozpaczy -
nie wiem. Jak zgniatacz złomu, sekunda ubija
kolejny stopień, rosnący pod stopą.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Tobie mija
czas - i czy czas coś znaczy,
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele,
w którym zaszyfrowane są tajne wyroki
śmierci lub dożywocia - co niewiele
różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy,
a jednak ta lektura
wciąga mnie, niedorzeczny
kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która
swój mętny finał poznać mi pozwoli
dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść
zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz
z moim bólem - jak boli
Ciebie Twój człowiek.
Spójrzmy prawdzie w oczy: w nieobecne 
oczy potrąconego przypadkowo 
przechodnia z podniesionym kołnierzem; w stężałe 
oczy wzniesione ku tablicy z odjazdami 
dalekobieżnych pociągów; w krótkowzroczne 
oczy wpatrzone z bliska w gazetowy petit; 
w oczy pośpiesznie obmywane rankiem 
z nieposłusznego snu, pośpiesznie ocierane 
za dnia z łez nieposłusznych, pośpiesznie 
zakrywane monetami, bo śmierć także jest
nieposłuszna, zbyt śpiesznie gna w ślepy zaułek
oczodołów; więc dajmy z siebie wszystko
na własność tym spojrzeniom, stańmy na wysokości
oczu, jak napis kredą na murze, odważmy sie spojrzeć
prawdzie w te szare oczy, których z nas nie spuszcza,
które są wszędzie, wbite w chodnik pod stopami,
wlepione w afisz i utkwione w chmurach;
a choćby się pod nami nigdy nie ugięły
nogi, to jedno będzie nas umiało rzucić
na kolana
Dobrze, że jesteś,
bo wczoraj znowu bolało mnie serce,
a ciągle nie mam pomysłu na życie.


Musisz mi pomóc,
bo od szesnastu dni pada deszcz
i życie powoli zaczyna mi się rozmywać.


Miałem iść do dentysty,
ale przybłąkał mi się wiersz o tobie,
no i nie mam go z kim zostawić w domu.


Dobrze, że jesteś,
bo w zeszłym tygodniu „U Fukiera”
śmierć znowu pytała o mnie szatniarza.


Dzwoniłem dzisiaj do ciebie,
ale słuchawka ugryzła mnie w rękę
i pewnie ta rana tak szybko się nie zagoi.


Musisz mi pomóc,
bo jestem zmęczony jak Bóg,
który harował przez tydzień –
i nie stworzył świata…

Dojrzałość

Dobre jest to co minęło 
dobre jest to co nadchodzi 
a nawet dobra jest teraźniejszość 

W gnieździe uplecionym z ciała 
żył ptak
bił skrzydłami o serce
nazywaliśmy go najczęściej: niepokój
a czasem: miłość

wieczorami
szliśmy nad rwącą rzekę żalu
można się było przejrzeć w rzece
od stóp do głów

teraz
ptak upadł na dno chmury
rzeka utonęła w piasku

bezradni jak dzieci
i doświadczeni jak starcy
jesteśmy po prostu wolni
to znaczy gotowi odejść

w nocy przychodzi miły staruszek
ujmującym gestem zaprasza
- jak się nazywasz - pytamy strwożeni

- Seneka -tak mówią ci którzy kończyli gimnazjum
a ci ktorzy nie znają łaciny
wołają mnie: umarły 

***

I oczy wilgotne,
i serce samotne,
i nie wiem, co robić dalej.
Ja chciałbym gdzieś w lesie
(a niech mnie rozniesie!) - 
umrzeć z żalu.


Władysław Broniewski

Żebrak smutku

Światłom jak kurantom złocistym
przebiegł drogę człowiek po drobniutkim świście -
chitynowy niemal.

Dziewczyna stojąca na skraju melodię nakryła fartuchem
jak liściem.
Usta miała maleńkie
i prędkie,
a szyszka świeciła w jej ręku
jak klejnot albo lusterko.

Po śpiewie człowiek się wspinał,
grzbiet wygarbiał jak owad,
pewnie płakał - bo w słowach
jak w bursztynie trzy łzy miał -

Za firanką z barw motylich,
za szybą z źrenic rybich
lepili właśnie serce z gliny
dla smutnych i nieżywych.

Serce było z kształtu jak szyszka,
a śpiewało - jak dziewczyna śpiewa,
więc choć człowiek jak deszcz się przemykał,
ujść nie zdołał -

i wrócił, by żebrać.